Byłem koordynatorem projektu i miałem problem. Duży problem.
Zarządzałem wieloma procesami zatrudnienia, ale nie miałem żadnej pewnej metody, by zweryfikować, na jakim etapie są zamówienia.
System CRM? Teoretycznie istniał, ale nikt go na bieżąco nie aktualizował. W środku panował taki bałagan, że zamiast pomagać, tylko komplikował sprawę.
Nie wiedziałem, co robić. Dopóki nie wpadłem na pomysł: a co, jeśli dam zespołowi coś, co realnie im pomoże?
Skoro chcę, żeby uzupełniali plik Excela, muszę im to jakoś wynagrodzić. A że nasza praca polegała na zatrudnianiu pracowników dla klientów, postanowiłem ułatwić im najbardziej czasochłonną część procesu – przygotowanie dokumentów.
Stworzyłem arkusz Excela, który automatycznie generował wszystkie wymagane dokumenty do zatrudnienia, wykorzystując korespondencję seryjną. Wystarczyło wpisać dane pracownika, a system sam tworzył umowy, zgłoszenia i inne formularze.
Efekt? Zespół był zachwycony! Wcześniej przygotowywali wszystko ręcznie, a teraz oszczędzali godziny pracy. Nawet zatrudnienie kilkudziesięciu osób jednorazowo przestało być problemem.
A ja?
Nie tylko usprawniłem ich pracę, ale wreszcie miałem czytelny podgląd wszystkich projektów i ich aktualnego statusu w Excelu.
To był moment, w którym po raz pierwszy poczułem, jak potężnym narzędziem może być Excel i że czasem proste rozwiązania dają największe efekty.
